Strona główna » Śpiewnik żeglarski

Śpiewnik żeglarski

Autor: Gertis

Wczesnym rankiem, w sinej gęstej mgle e h
Zobaczyliśmy galeon Hiszpan niósł w nim złoto swe D A
Zanim Stary do ataku rozkaz dał e h
Już Hiszpanie do nas pruli ze swych wielkich dział D A

A ty walcz! Za zwycięstwo w bitwie tej e D
A ty walcz! Niechaj wroga płynie krew H a
A ty walcz! Zmień na złoto życie swe e D
Kiedy zginiesz na dnie morza znajdziesz się H a

Burta w burtę, wnet okręty zderzą się
Hej, Abordaż! pora przelać wrogą krew
Rzucać haki, śmierci nie wywiną się
Tylko złoto albo koja gdzieś na dnie
Bitwy gwar, dookoła tylko krzyk
Poprzez dym rąbiesz wroga ile sił
Precz za burty! Tam rekiny czają się
Dla nas Gloria a Hiszpanom ból i śmierć
Jeszcze skarb! Pod pokładem gdzieś tam jest
Pełno sztab! Pora więc wydobyć je
Za nasz trud, za zwycięstwo w bitwie tej
Pełny trzos! No i w porcie panny hej!

Wyszliśmy z portu gdy wstawał świt a G

Bo bosman krótko trzymał nas F C

Wybrane żagle, w ładowniach proch a G

Na łowy ruszać czas… korsarska brać. F a

Czwartego dnia cel zesłał Pan Fregatę, w niej bogactwa moc. Już szable w dłoniach, działa odpalać czas Na topie Jolly Roger… prowadzi nas.

Do abordażu! All hands on deck! G a

Za Anglię, za króla czas przelać krew G a I Francuz i Hiszpan, nie ważne kto G A

Dziś stanie na naszym kursie g Pójdzie na dno! a

Trzasnęły maszty, pokład zlał się krwią Nasz sternik zaczął zmieniać kurs. Stalowy bukszpryt z hukiem burtę ciął Kapitan wydał rozkaz: Idziemy w bój!

Do abordażu…

Ładownie pełne, teraz kurs na dom I w porcie zabaw przyjdzie czas A gdy następny śmiałek morską przetnie toń Na swojej drodze znów napotka nas.

Do abordażu…

EKT-Gdynia
Przeklęty niech będzie ten kubański szlak,
Bo szkorbut, bo szczury, bo smród!
Czy starczy mi życia by poznać ten świat,
Gdzie forsy, gdzie forsy jest w bród?

Do Amsterdamu zawinąć choć raz…

Jak szczyna parszywa, parszywy mam rum
I w kółko z nim pływam, pić nie chcą go tam.

 

Do Amsterdamu zawinąć choć raz,
Resztę… załatwi czas!

A dziwki nie miałem już chyba od świąt!
Bo tu się zaczyna, tam kończy Golfstrom.

Złe oczy dokoła i tłum wkoło zły,
Tam czyste diamenty się błyszczą jak łzy.

Spód w łajbie wyrąbię i puszczę na dno,
I gdzie zamustruję, zapyta mnie kto?

Przeklęty niech będzie ten kubański szlak!
Czy starczy nam życia by poznać ten świat?

 

Do Amsterdamu zawinąć choć raz,
Resztę załatwi czas.
Resztę załatwi czas.
Resztę załatwi – Czas!

La, la, la, la.

(C G F C G , C G F G C )

G D C G D , G D C D G

 

Jeśli chcesz z gardła kurz wypłukać G D (C G)
Tu każdy wskaże ci drogę C D (F G)
W bok od przystanku PeKaeSu G D (C G)
W prawo od szosy asfaltowej. C D G (F G C)
Kuszą napisy ołówkiem kopiowym
Na drzwiach “Od dziesiątej otwarte”
“Dziś polecamy kotlet mielony”
i “Lokal kategorii czwartej”

 

Lej, lej, lej, lej się chmielu G D (C G)
Nieś muzyko po bukowym lesie
C G (F C)
Panna Zosia ma w oczach dwa nieba
e h (a e)
Trochę lata z nowej beczki przyniesie
C D (F G)

 

La, la, la, la.

W środku chłopaki rzucają łacina
O sufit i cztery ściany
Dym z Extra Mocnych strzela jak szampan
Bledną obrusy lniane.
Za to wieczorem gdy lipiec duszny
Okna otworzy na oścież
Gwiazdy wpadają do pełnych kufli
Poobgryzanych jak paznokcie.

Kiedy chłopaki na nogach z waty
Wracają po mokrej kolacji
Świat się jak okręt morski kołysze
Gościniec dziwnie ślimaczy.
A czasem któryś ze strachem na wróble
Pogada o polityce
Jedynie cerkiew marszczy zgorszona
Szorstkie od gontów lica.

Orkiestra Dni Naszych

 

Z Genui do Rzymu droga wiodła morzem.
W ładowni muszkiety, złoto oraz noże.
Trzystu nagich galerników rytmicznie w mozole
Pracowało w pocie wiosłami na dole.

 

Barbarossa, Barbarossa!
Kocha ciebie piekło,
Boją się niebiosa.

 

Mgła spowiła statek, gdy szło do świtania.
A więc nikt nie odkrył, że ktoś ich dogania.
Wystarczyła krótka chwila – mistrzowski abordaż,
Wszystkich w pień wycięła ta piracka horda.

 

Rudobrody rzuca rozkazy od steru:
“Wyrzucić za burtę martwych oficerów.
Chrześcijanom w końcu dzisiaj utarliśmy nosa.
Jutro świat się dowie kto to Barbarossa!”.

Czasami, gdy mam chandrę i jestem sam, a e F C
Kieruję wzrok za okno, wysoko tam, a e F G C
Gdzie nad dachami domów i w noc, i dniem, E a G7 D
Nadpływa kołysząca, …marzeniem, …snem. a e F G C

 

I ona taka w tej białej sukience, C G
Jak piękny ptak, który zapiera w piersi dech. C F C
Chwyciłem mocno jej obie ręce G C F
Oczarowany, zasłuchany w słodki śmiech. C a D7 G

I cała w żaglach, jak w białej sukience, C G
Jak piękny ptak, który zapiera w piersi dech. C F C
Chwyciłem mocno ster w obie ręce G C F
I żeglowałem zasłuchany w fali śpiew. C G C

 

Wspomnienia przemijają, a w sercu żal,
Wciąż w łajbę się przemienia dziewczęcy czar.
Jeżeli mi nie wierzysz, to gnaj co tchu,
Tam z kei możesz ujrzeć coś z mego snu.

Nie wiem, czy jeszcze kiedyś zobaczę ją,
Czy tylko w moich myślach jej oczy lśnią?
Gdy pochylona, ostro do wiatru szła…
Znowu się przeplatają obrazy dwa:

 

W portowej tawernie, przy kei w Muna, F C F C
Dziś pił cały statek, więc piłem i ja. F B C F
Po pierwszym kufelku na drugi mam chęć,
Na trzeci, na czwarty – wypiłem tak pięć.

 

Jeszcze jedna beczka piwa, F C
Jeszcze w szklance mocny grog, F C
Cała knajpa razem już się kiwa, F C F B
Tańczysz z nami – trzymaj krok. F C F

 

Na na na…

Po kilku kufelkach już tańczyć się chce,
Pod ręce chwyciłem więc panny dwie.
Frunęły na parkiet, za nimi zaś ja,
Muzyka nie w knajpie, lecz w głowie mi gra.

Popijam wesoło i kręcę się z Sue,
Gdy nagle ujrzałem dziewczynę ze snu.
Stanęła w tawernie i kręci swój lok,
Jej zdrowie wypiłem i straciłem wzrok.

Starczyła mi chwila i już całe zło
Zniknęło mi z serca za sprawą Margot.
Tak zwała się panna, John zwałem się ja,
Oddałem jej serce na kei w Muna.

Pięć beczek piwa dziś wlano tu w nas,
Więc wracać na statek najwyższy już czas.
Żegnajcie dziewczyny, kochanki ze snu,
Nie kocha, nie pije się nigdzie, jak tu.

Okręt nasz wpłynął w mgłę i fregaty dwie e D C a
Popłynęły naszym kursem by nie zgubić się. e D G H
Potem szkwał wypchnął nas poza mleczny pas e D C a
I nikt wtedy nie przypuszczał, że fregaty śmierć nam niosą. e D G H

 

Ciepła krew poleje się strugami, G D e h
Wygra ten, kto utrzyma ship. C D e
W huku dział ktoś przykryje się falami, G D e h
Jak da Bóg, ocalimy bryg. C D e

 

Nagły huk w uszach grał i już atak trwał,
To fregaty uzbrojone rzędem w setkę dział.
Czarny dym spowił nas, przyszedł śmierci czas,
Krzyk i lament mych kamratów, przerywany ogniem katów.

Pocisk nasz trafił w maszt, usłyszałem trzask,
To sterburtę rozwaliła jedna z naszych salw.
“Żagiel staw” krzyknął ktoś, znów piratów złość,
Bo od rufy nam powiało, a piratom w mordę wiało.

Z fregat dwóch tylko ta pierwsza w pogoń szła,
Wnet abordaż rozpoczęli, gdy dopadli nas.
Szyper ich dziury dwie zrobił w swoim dnie,
Nie pomogło to psubratom, reszta z rei zwisa za to.

Po dziś dzień tamtą mgłę i fregaty dwie,
Kiedy noc zamyka oczy, widzę w moim śnie.
Tamci, co śpią na dnie, uśmiechają się,
Że ich straszną śmierć pomścili bracia, którzy zwyciężyli.

 

Żegnaj Nowa Szkocjo, niech fale biją w brzeg, G h
Tajemnicze twe góry wznoszą szczyty swe. C e
Kiedy będę daleko, hen na oceanie złym, G D
Czy was kiedyś jeszcze ujrzę, czy zostaną mi sny? e D e D

 

Słońce już zachodzi, a ptaki skryły się,
W liściach drzew znalazły schronienie swe.
Mam wrażenie, że przyroda już zamarła w cichym śnie,
Lecz nie dla mnie wolne chwile, praca czeka mnie.

Kiedy me najskrytsze marzenia ziszczą się,
Marzę, by do przyjaciół swych przyłączyć się.
Wkrótce już opuszczę te rodzinne strony me,
A więc żegnaj ma dziewczyno i wyczekuj mnie.

Ktoś uderzył w bębny i z domu wyrwał mnie –
To kapitan nas woła, więc stawiłem się.
Żegnajcie kochani, wypływamy w długi rejs,
Powrócimy do swych rodzin, znów spotkamy się.

Gdzieś od rzeki w dół, tam gdzie London Street,
Psów królewskich zwarty oddział szedł.
Dla króla trzeba znów świeżej krwi
Marynarzy floty wojennej.

A że byłem wtedy dość silny chłop,
To ogary wnet wpadły na mój trop.
W kajdanach za próg wywlekli mnie
Marynarze floty wojennej.

Na początek wziąłem trzysta plag,
Bom dochodzić chciał swoich słusznych praw.
Dowódca tu twoim królem jest
Marynarzu floty wojennej!

Tylko Bóg policzy, ile skarg
Usłyszały te ambrazury dział,
Jak wiele w pokład tu wsiąkło łez
Marynarzy floty wojennej.

Bat bosmana wciąż plecy zgięte tnie,
Gdy przy linach wraz mozolimy się.
Dla chwały twej słodki kraju mój –
Marynarze floty wojennej.

Jak o prawa upominać się
Na gretingu nauczyli mnie.
Niejeden krwią wtedy spłynął grzbiet
Marynarzy floty wojennej.

Gdy łapaczy szyk formuje się,
W pierwszym rzędzie możesz ujrzeć mnie.
Kto stanie na mojej drodze dziś –
Łup stanowi floty wojennej!

Hej do żagli chłopcy wraz e D e
Hej tam ster lewo na burt e D e
Widmo śmierci bliskie było G D
Lecz łaskawy był nam Bóg C H7 e

 

1. Kiedy szliśmy do Australii e D e
Była ciemna głucha noc e D e
Krzyż południa znaczył drogę G D
Nagle ciszę przeszył głos C H7 e

 

2. Tam na kursie coś się czerni
Sterczą z morza ostre kły
Stary pobladł gdy to ujrzał
Lecz nie stracił zimnej krwi

3. Każdy sprężał się jak mógł
I choć handszpak spływał krwią
Nikt z nas siły nie żałował
Okręt wolno robił zwrot
Jeszcze tylko kilka chwil
Jeszcze tylko rumby trzy
Jak od rufy nie powieje
Ominiemy rafy kły

4. Okręt wrócił na swój kurs
Rafy cień za rufą znikł
Wszyscy chłopcy legli w kojach
Ale zasnąć nie mógł nikt

5. Dzisiaj grozę tamtych chwil
Czasem widzę w moim śnie
I dziękuję za to Panu
Że nie zległem gdzieś na dnie

. Hej, Stary, spójrz – ta czarna chmura rośnie w dali. a e d e
Hey, haul-away, ciągnij go Joe! a G E7 a
Czy widzisz ją, ta czarna chmura na nas wali. a e d e
Hey, haul-away, ciągnij go Joe! a G E7 a

2. A kiedy byłem mały brzdąc, wuj brał mnie na kolana,
I płacząc rzewnie whisky pił, pił ze mną aż do rana.

3. “Posłuchaj synu” – mówił mi – “byś kiedyś nie żałował:
Wujowi twemu, straszna rzecz, odpadło, bo (go) nie używał.”

4. By nie powtórzyć błędu, wcześnie się wziąłem za kobiety,
Poznałem pierwszy miodu smak z dziewczyną z London City.

5. A potem była spanish girl, była gruba i leniwa,
Ukradła całą forsę i uciekła, głupia dziwa!

6. Jankeska jedna rzekła mi: “Chodź ze mną, nie bądź głupi!”
Przez dwa tygodnie, mówię wam, oglądała tylko sufit.

7. I tak to szło, a teraz w Gdyni Lolę mam;
Lola to skra, to łza, to cudo, mówię wam.

8. I nózia, buzia, rąsia, włos, i biuścik, i to, co lubię…
Eeeech…!
No ciągaj go, ciągaj go, Brachu, bo jak lubię to podłubię!

9. Czarna, czy biała, czy kolorowa,
Lolę, tę Lolę, mą Lolę bierz, bo Lola dziewucha zdrowa.

Za sterem stoję sam, w oddali znika ląd h G
Ocean wokół mnie. e
Za rufą został gdzieś tanich portowych panien czar h G
A tutaj tylko… e

 

Nad głową mewy krzyk D D7 G
Pod wiatr znów trzeba iść D D7 G
Ten stary pokład to jest mój dom e D
Załodze tutaj jestem Bogiem, gdy w dali port. e G D

 

Każdego dnia korsarska praca trwa
Ocean pachnie krwią.
Lecz gdy przychodzi zmierzch powraca marzeń czas
A wtedy tylko…

Zadaję wrogom ból, posyłam ich na dno
Z otchłani Neptun widzi to.
Nocą gdy marynarze śpią ja z władcą morza sam na sam
I dla nas tylko…

Gdy kiedyś przyjdzie taki dzień, że koję w Hilo będę miał
Gdzieś wśród zielonych wzgórz
Za stołem siądzie ze mną Pan, a ja w pamięci będę miał
Że dawniej tylko…

Nad głową mewy krzyk
Pod wiatr musiałem iść
Ten stary pokład to był mój dom
Załodze wtedy byłem Bogiem, gdy w dali port.

Nad zatoka wstaje świt białe żagle wokół lśnią D C G C D
Ponad nami ptaków śpiew dzisiaj odpływamy stąd D C G C D
Znów miesięcy długich dni będą mijać pośród fal D C G C D
A o domu tylko sny czasem coś przypomną nam D C G C D

 

Znowu czas na morze C G D
Znowu czas na morze C G D
Znowu czas na morze C G D
Pora w morze ruszać nam C G D

 

Dziś pokładu smukły kształt stały nam zastąpił ląd
Już przed dziobem bezkres fal a za rufą żona i dom
Zostawiamy krzyk i płacz narzekania cały rok
Wolna przestrzeń wzywa nas a więc odpływamy stąd

Aniele – stróżu mój, G E7
Gdy wiatr mnie na morze wywieje, a7
Ty zawsze przy mnie stój. D
I rano, i we dnie, i w noc, G E7
I zawsze, gdy piany ścianą, a7
Ocean splunie mi w nos. D

 

Trochę pewnie zgrabieją Ci ręce, C
Kiedy sztorm ześle Pan Bóg, G E7
Powiesz – Stary, gdzie masz tą butelkę, a7 
No tę, w której trzymasz rum? D

 

Trochę będziesz się musiał namoczyć, C
Trochę nałatać burt, G E7
A wiem, nie masz nawet kaloszy a7
I tyle wypadło Ci piór. D

 

Aniele – dobrze wiesz,
Dla Ciebie też kubek naleję,
A potem pójdziemy coś zjeść.
I tylko przeżyjmy ten sztorm,
A potem na jakąś chwilkę
Zajdziemy na pobliski ląd.

 

      • Tylko zróbmy to całkiem spokojnie,
      • Bo po co ma wiedzieć Twój szef,
      • Że, owszem, bogobojnie,
      • A jednak musiałem Cię nieść.

Tam zdrowo się pewnie zaprószysz
I po butelkach paru
Dasz wychodne mej duszy
Z jakąś dziewczyną z baru.

Aniele – wspominaj mnie,
Gdy Bóg mi już miękko pościele
Na kamienistym dnie.
Aniele – dobrze wiem,
Że wpadniesz tu kiedyś w niedzielę,
Lub w jakiś inny dzień.

          • Sam pewnie też się zaprószysz
          • I zaśniesz pod powałą,
          • A rano będzie nas suszyć,
          • Zupełnie jak dawniej bywało.

Napomknij tam komuś o mnie

 

    • Po znajomości starej

 

    • I weź dla nas obu wychodne

 

    • Do tamtej dziewczyny z baru.

 

Stary port się powoli układał do snu, C F C a
Świeża bryza zmarszczyła morze gładkie jak stół, C F C G
Stary rybak na kei zaczął śpiewać swą pieśń: F e d C
– Zabierzcie mnie chłopcy, mój czas kończy się. a7 d7 F G

 

Tylko wezmę mój sztormiak i sweter, C G C C7
Ostatni raz spojrzę na pirs. F C G
Pozdrów moich kolegów, powiedz, że dnia pewnego F C e
Spotkamy się wszyscy tam w Fiddler’s Green. d G F C

 

O Fiddler’s Green słyszałem nie raz,
Jeśli piekło ominę, dopłynąć chcę tam,
Gdzie delfiny figlują w wodzie czystej jak łza,
A o mroźnej Grenlandii zapomina się tam.

Kiedy już tam dopłynę, oddam cumy na ląd,
Różne bary są czynne cały dzień, całą noc,
Piwo nic nie kosztuje, dziewczęta jak sen,
A rum w buteleczkach rośnie na każdym z drzew.

Aureola i harfa to nie to, o czym śnię,
O morza rozkołys i wiatr modlę się.
Stare pudło wyciągnę, zagram coś w cichą noc,
A wiatr w takielunku zaśpiewa swój song.

Byłem dzikim włóczęgą przez tak wiele dni, DG
Przepuściłem pieniądze na dziwki i gin. DAD
Dzisiaj wracam do domu, pełny złota mam trzos, D G
I zapomnieć chcę wreszcie, jak podły był los. DAD

Już nie wrócę na morze A
Nigdy więcej, o nie! D G
Wreszcie koniec włóczęgi, D G
Na pewno to wiem! D A D

 

I poszedłem do baru, gdzie bywałem nie raz,
Powiedziałem barmance, że forsy mi brak.
Poprosiłem o kredyt, powiedziała: “Idź precz!
Mogę mieć tu stu takich na skinienie co dzień.”

Gdy błysnąłem dziesiątką, to skoczyła jak kot
I butelkę najlepszą przysunęła pod nos.
Powiedziała zalotnie: “Co chcesz, mogę Ci dać.”
Ja jej na to: “Ty flądro, spadaj, znam inny bar.”

Gdy stanąłem przed domem, przez otwarte drzwi
Zobaczyłem rodziców – czy przebaczą mi?
Matka pierwsza spostrzegła, jak w sieni wciąż tkwię,
Zobaczyłem ich radość i przyrzekłem, że:

O Panie, czemu w ziemi tkwię, F C F (C G C)
Hej raz, hej raz, F B (C F)
I macham szuflą cały dzień? F C F (C G C)
Hej, na morze czas. d A7 d (a E7 a)

 

Mogę kopać tu dalej, d A7 d (a E7 a)
Few days, few days, F B (C F)
Mogę kopać przez dni parę, F A7 d (C E7 a)
Ale wracać chcę. d A7 d (a E7 a)

 

Tam każdy takie bajdy plótł,
Nie raz, nie raz,
Przekroczysz Jukon, złota w bród,
Hej, na morze czas.

Wykopię jeszcze parę dziur,
Hej raz, hej raz,
Wyciągnę płonnej skały wór,
Hej, na morze czas.

Za żonę tu łopatę mam,
Już dość, już dość,
A zysk, że jej używam sam,
Hej, na morze czas.

O Panie, nie jest to Twój raj,
O nie, o nie,
Nadzieję innym głupcom daj,
Ja na morze chcę.

Chociaż już mi wystarczy,
Few days, few days,
Dam Ci jeszcze jedną szansę,
Potem wrócić chcę.

Mogę kopać tu dalej…

Leżysz wtulona w ramię i cichutko mruczysz przez sen, e h
Łóżko szerokie, ta pościel biała, za oknem prawie dzień. G H7
A jeszcze niedawno koja, a w niej cuchnący rybą koc, e D
Fale bijące o pokład i bosmana zdarty głos. G H7

 

To wszystko było,minęło,zostało tylko wspomnienie, e D A e
Już nie poczuję wibracji pokładu, gdy kable grają. e D A e
Już tylko dom i ogródek, i tak aż do śmierci,
A przecież stare żaglowce po morzach jeszcze pływają.

 

Nie gniewaj się kochana, że trudno ze mną żyć,
Że nie kupiłem mleka, zapomniałem gary zmyć.
Bo jeszcze niedawno statek mym drugim domem był,
Tam nie stało się w kolejkach, tam nie było miejsca dla złych.

Upłynie sporo czasu nim przyzwyczaję się,
Czterdzieści lat na morzu zamknięte w jeden dzień.
Skąd lekarz może wiedzieć, że za morzem tęskno mi,
Że duszę się na lądzie, że śni mi się pokład pełen ryb.

Wiem, masz do mnie żal – mieliśmy do przyjaciół iść,
Spotkałem kumpla z rejsu, on w morze wyszedł dziś.
Siedziałem potem na kei, ze łzami patrzyłem na port,
I dla mnie też przyjdzie taki dzień, że opuszczę go, a na razie…

Hej, ho, żagle staw! C G C G
Ciągnij linę i się baw! C G C G
Hej, ho, śmiało steruj C G F G
Statkiem, który jest z papieru. C G F a
Hej!

 

Zadziwi się mama, zadziwi się tata, a G a G
Kiedy w rejs wypłyniesz, hen, dokoła świata, a G a G
Bo świat, moi mili, nie jest wcale duży, F a F a
Opłynąć go można w deszczowej kałuży. F a G F G

 

Wypłynę na Bałtyk, z Gdyni, no a potem
Szybciutko opłynę całą Europę,
Potem przez Atlantyk, jam odważnym smykiem,
Z Kolumbem popłynę odkryć Amerykę.

Potem w dół globusa, przez morskie odmęty,
Obejść Horn Przylądek – tam giną okręty,
Ominąć Australię, aby Pacyfikiem
Żeglując spokojnie osiągnąć Afrykę.

Teraz już do domu łódka płynie sama,
Bo z kolacją czeka na żeglarza mama
I wiesz już, wyjmując statek swój z kałuży:
Gdy masz wyobraźnię, to świat nie jest duży.

Miałem wtedy, ech, szesnaście lat, C F C
Swoją drogą szedłem przez świat, F G
W sercu zawsze tkwiła uparta myśl, C F C a
By za głosem morza iść. C G

 

A więc śpiewam: “Żegnaj Carling Ford C F C
I żegnaj nam Green Horn. C G7
Będę myślał o Tobie dzień i noc, C C7 F C
Aby kiedyś wrócić tu, F G
Aby kiedyś wrócić znów.” F G C

 

W każde z wielkich siedmiu sztormowych mórz,
Wychodziłem, bo zmuszał mnie los.
Każdy w porcie ode mnie usłyszeć mógł:
“Nigdy więcej morza już!”

Mam dziewczynę, słodką Mary Doyle,
Dom swój również ma na Green Horn.
Sercem, duszą pragnie zatrzymać mnie,
Żebym w morze nie zwiał jej.

Życiem szczur lądowy kieruje sam,
Chce – zostanie, lub pójdzie w dal,
Ale kiedy morze wejdzie w krew,
Gdy zawoła – pójdziesz wnet.

Hej, płyńmy z prądem rzeki tam, gdzie Liverpool, d F C – Heave away, Santiano! d C Dokoła Hornu, przez Frisco Bay. C – Tam, gdzie strome zbocza Mexico! a C d Więc! Heave away i w górę, w dół, d F C – Heave away, Santiano! d C Nie minie rok, powrócimy znów C – Tam, gdzie strome zbocza Mexico! d C d
Ten kliper dla załogi zawsze piekłem był,
Żelazny Jankes dowodził nim.

Po złoto Kalifornii ciągle gnał nas wiatr,
Bo puste ładownie wypełniać trza nam.

A był to dla nas wszystkich stary, dobry czas,
W czterdziestym dziewiątym, za młodych lat,

Bo Zachariasz Taylor tam górą był,
Gdy wygrał bój pod Monterrey.

I szybko zwiewał Santy, kiedy pomógł Scott,
Jak Bonaparte pod Waterloo.

I dla mnie kiedyś, w końcu, nastał dobry dzień,
Gdy Sally Brown pokochała mnie.

1. Nad morzem stał mej matki dom, a C
– Halaba-luby-ley, halaba-luby-luby-ley! F C F a
Lubili chłopcy odwiedzać ją. a C
– Halaba-luby-ley, halaba-luby-ley! E7 a E7 a

2. Najczęściej młody Shallow Brown;
Po nocach mą matkę do miasta brał.

3. Gdy ojciec wrócił, ech, na ląd,
Zimny i pusty zastał dom.

4. Powiedział mi: “Mój chłopcze, wiedz –
Gdy pływasz, tak często zdarza się.”

5. Do portu wlókł się tak jak cień,
A matka wróciła na drugi dzień.

Przepuściłem znów całą forsę swą G e
Na hiszpańską dziewkę z Callao. a D
Wyciągnęła ze mnie cały szmal G e
I spłukałem na nią się do cna. a D

 

Dalej chłopcy, rwijmy fały, G e
Niech uderzy w żagle wiatr. a D
W morze znowu wypływamy – G e
Ile tam spędzimy lat? a D

 

Już znikają główki portu, G e
W którym stary został dom. G D
Znów za rufą niknie w dali G e
Ukochany stały ląd. a D

 

Już niejeden pokład mym domem był I niejeden kot me plecy bił. Choć robota ciężka i żarcie psie, W Callao po rejsie znajdziesz mnie.

Znów znikają główki portu,
W którym stary został dom.
Znów za rufą niknie w dali
Ukochany stały ląd.

Zaprószyłem tam nieraz głowę swą,
W barze u Hiszpanki z Callao.
Butlę rumu wielką dała mi
I ciągnęła ze mną aż po świt.

    • Już znikają główki portu,
    • W którym stary został dom.
    • Znów za rufą niknie w dali
    • Ukochany stały ląd.

A pod Cape Horn, gdzie nas poniesie wiatr,
Popłyniemy z sztormem za pan brat.
Przez groźne burze, śnieg i lód
Dojdziemy aż do piekła wrót.

    • Choć grabieją z zimna ręce,
    • Zadek mokry dzień i noc,
    • Jedna myśl rozgrzewa serce –
    O Hiszpance z Callao!

Hej ruszajmy w morze znów e D e
By psubratom łupnia dać G D e
Żeby zdobyć dzisiaj wielki łup C D G H7 e
By zabijać, gwałcić, kraść /x2 C D e

 

1. Zaczynałem morzem żyć e D
Kiedy miałem naście lat C e
W ciemną noc wrzucili mnie G D
Do ładowni pełnej ciał /x2 C H7 e

2. Kiedy świt obudził mnie
Hiszpan wciągał mnie na dek
“Hej do wioseł” ryknął cham
Batem plecy wytarł nam

3. Tuż przy Hornie powiem wam
Mej wolności przyszedł czas
Gdy fregata niczym grom
Wypaliła salwą prosto w nas

4. Nie pamiętam chwili tej
Gdy na pokład wzięli mnie
Nauczyli kraść i bić
Pokazali jak piratem być

5. Dzisiaj stary jestem lecz
Niech nie zwiedzie cię mój głos
Jolly Roger to mój znak
Kto mnie spotka marny jego los

e D e W dół bałtyckich cieśnin,
Tam gdzie boja wraku tkwi,
– Leży na dnie dzielny bark Herzegen Cecill
Z wiatrem w dół kanału,
Choć bez pary zawsze szli,

Na dzielnej, dumnej i wspaniałej Herzegen Cecill,
Herzegen Cecill, Herzegen Cecill.
Na dzielnej, dumnej i wspaniałej Herzegen Cecill

W dół tam gdzie jest Biskaj,
Na jedzenie brakło sił,
Poprzez stare Doldrums,
Szybko z wiatrem przeszły dni,

Ryczą już czterdziestki,
Już za nami setki mil,
Tuż obok Tasmanii,
Gdzie uciekli z szkwału w mig,

Szlakami wielorybów,
Tam gdzie Horn i rzadko sztil,
Na piękne Falklandy,
Gdzie albatros kończy dni,

    • Choć z ciężkim ładunkiem,
    • Choć huragan trzymał ich,
    • Do Plymouth czas wchodzić,
    • Tam dowiemy się gdzie iść,

I biegiem do Hamstone,
Choć we mgle wciąż naprzód szli,
Blisko już przylądek Rock,
Już skończone jego dni,
Leży na dnie dzielny bark Herzegen Cecill

1. – Heja, hej! Brać na gejtawy, o…! D A7 D G
Paddy Doyle znowu sprzedał nam pic, G D A7 D
– Heja, hej! Brać na gejtawy, o…!
Paddy zrobił nas w konia jak nikt.

2. Buty dziurawe Paddy nam dał,
Widać Paddy interes w tym miał.

3. Buty dziur, bracie, mają jak ser,
Przyjdzie czas, Paddy zeżre je, hej!

4. Za ten stary, dziurawy but,
Zwiśnie Paddy, hej!, z rei jak drut.

5. Obok Doyle’a zawiśnie nasz kuk,
Stary złodziej, brudas i mruk.

6. Kuk się spasł przy nas jak tłusty wieprz,
Zdrowo będzie upuścić mu krew.

7. Bosman znowu na wanty nas gna;
No to pluj z góry na tego psa!

8. Jutro Chief znowu komuś da w pysk,
Będzie wała miał z tego, nie zysk.

9. Paddy Doyle znowu sprzedał nam pic,
Paddy zrobił nas w konia jak nic.

Ponoć pierwszy facet, który jacht ten miał, C F C C7
Dając mu imię, jakiś taniec uczcić chciał. F C
A czy wiecie, jakiego tańca nazwę dał? E7 a F
Jeśli tak, no to wszyscy razem, raz i dwa: G As G7

 

Rock & roll’a, a w jego rytm nawet fale szły, C F C C7
Rock & roll’a, a w jego rytm nawet mokre żagle schły, F C
Rock & roll’a,a w jego rytmie z szekli schodziła rdza, E7 a F
Rock & roll’a, bo w rock & roll’u zawsze wszystko gra. C G C G

 

Gdy zdarzyło się, że wiatr zapomniał wiać,
Nasz “Rock & roll” nie zamierzał w miejscu stać.
Wręcz przeciwnie, jak burza w strzępy fale pruł,
Wystarczyło kilka taktów zagrać mu.

Nocą w porcie, w którym ów “Rock & roll” stał,
Każdy inny jacht, wciąż belkami skrzypiąc, spał.
On nie skrzypiał, nie darmo takie imię miał,
On nie trzeszczał też, lecz tak jakby grał.

Hej, żeglarze, kto z was własną łajbę ma,
Niech “Rock & roll” jej na imię zaraz da.
Z taką nazwą, to choćby dna jej było brak,
Będzie szła…, że nikt nie powie: “Ale wrak.”

Żegnajcie nam dziś, hiszpańskie dziewczyny, e C h7
Żegnajcie nam dziś, marzenia ze snów, e G D
Ku brzegom angielskim już ruszać nam pora, C D e
Lecz kiedyś na pewno wrócimy tu znów. C h7 e

 

I smak waszych ust, hiszpańskie dziewczyny, e G D
W noc ciemną i złą nam będzie się śnił. e G D
Leniwie popłyną znów rejsu godziny, C D e
Wspomnienie ust waszych przysporzy nam sił. C h7 e

 

Niedługo ujrzymy znów w dali Cape Deadman
I Głowę Baranią sterczącą wśród wzgórz,
I statki stojące na redzie przed Plymouth.
Klarować kotwicę najwyższy czas już.

A potem znów żagle na masztach rozkwitną,
Kurs szyper wyznaczy do Portland i Wight,
I znów stara łajba potoczy się ciężko
Przez fale w kierunku na Beachie, Fairlee Light.

Zabłysną nam bielą skał zęby pod Dover
I znów noc w kubryku wśród legend i bajd.
Powoli i znojnie tak płynie nam życie
Na wodach i w portach przy South Foreland Light.

Czy mam pieniądze, czy grosza mi brak – ja stawiam! e D e
– Ja stawiam!
Czy los mi sprzyja, czy idzie mi wspak – ja stawiam! e D e
– Ja stawiam!
Czy mam dziesięciu kompanów, czy dwóch, e G
Czy mam ochotę na rum, czy na miód, A C H7
Czy mam pieniądze, czy grosza mi brak – ja stawiam! e D e
– Ja stawiam!

 

Czy wicher w oczy, czy w plecy mi dmie – ja stawiam!
Czy mi kompani ufają, czy nie – ja stawiam!
Czy ja ścigam wroga, czy wróg ściga mnie,
Dopóki mój okręt nie leży na dnie,
Czy wicher w oczy, czy w plecy mi dmie – ja stawiam!

A gdy mnie dziewka porzuci jak psa – ja stawiam!
Gąsiorek biorę i piję do dna – ja stawiam!
Kompanię zbieram i siadam za stół,
I nie ma wtedy płacenia na pół,
Bo gdy mnie dziewka porzuci jak psa – ja stawiam!

Ja stawiam żagle jak kufel na stół – ja stawiam!
Czy fala mnie niesie, czy w górę, czy w dół – ja stawiam!
Czy tam dopłynę, gdzie kończy się świat,
Czy aż do piekła poniesie mnie wiatr,
Ja stawiam żagiel, jak kufel na stół – ja stawiam!

Ja stawiam żagiel, jak kufel na stół – ja stawiam!
Ja stawiam żagiel, jak kufel na stół – ja stawiam!

Znowu jesień i ptaki daleko, G C (A D)
w domu zimno, a za oknem pada, F C (C D)
żona mówi, że kran znów przecieka…
– a niech sobie zawoła sąsiada.
W piłkę baty znów nasi dostali,
słaby atak i bramkarz pierdoła,
żonie garnek się jakiś osmalił…
– a niech sobie sąsiada zawoła.

A Irlandia podobno jest taka zielona,
jak włosy syreny o świcie…
Za jej czułe westchnienia i białe ramiona
moje szare oddałbym życie.
A Irlandia podobno, jest taka szalona,
jak wiatr, co ma czapkę podartą…
Za jej czułe westchnienia i białe ramiona
moje nudne życie oddać warto.

Ściany mokre, bo dach mam dziurawy,
już tapeta się w kącie odlepia,
żona radio chce dać do naprawy,
ale sąsiad się na tym zna lepiej.
Żona ciągle głowę mi suszy,
nawet w łóżku się nam nie układa…
No tym razem, to muszę się ruszyć,
bo gotowa zawołać sąsiada.

Ząb mnie bolał od czterech tygodni,
więc go w końcu przedwczoraj wyrwałem…
No i co? no i dalej mnie boli…
– teraz ja sąsiada zawołałem.
O Irlandii więc marzę i łodzi
i jak w lewo skręcam za fiordem,
a ten sąsiad, coś często przychodzi…
– trzeba będzie mu jutro skuć mordę.

Karaiby, Karaiby, rumba, samba i chacha. A7 E7
Karaiby, Karaiby, popłyniemy tam na desce od sracza. E7 A7

 

Karaiby, magiczne wyspy, A
Najlepsze wakacje dla ludzi znad Wisły. E
Tam piękna plaża, gorące słońce, E
U nas komary w dupę tnące. A

 

Tam rosną palmy, daktyle, banany,
By żyć, nie potrzebny Ci grosz złamany.
U nas zaś płacisz ceny srogie,
A ból największy, że piwo za drogie.

Bajeczne wyspy – te Karaiby,
Kłopoty są tam tylko na niby.
Gorące piaski i czysta woda,
Najlepszy polski kurort się chowa.

Heban króluje tam na plaży,
Z podniety każdy się facet smaży.
Chodzą też prawie nagie kobiety,
Lecz żadna po polsku nie mówi niestety.

Chociaż tak pięknie i kolorowo,
Wiesz, że na pewno ubawisz się zdrowo,
To brak tam żagli, tawern i szant –
Dla żeglarzy te wyspy to jeden wielki kant.

Raz staruszek, spacerując w lesie, e A7 e
Ujrzał listek przywiędły i blady e A7 H7
I pomyślał: – Znowu idzie jesień, e A7 e
Jesień idzie, nie ma na to rady! C A7 e

 

I podreptał do chaty po dróżce, C D G e
I oznajmił, stanąwszy przed chatą, C D G e
Swojej żonie, tak samo staruszce: C D G e
– Jesień idzie, nie ma rady na to! C H7 e

 

A staruszka zmartwiła się szczerze,
Zamachnęła rękami obiema:
– Musisz zacząć chodzić w pulowerze.
Jesień idzie, rady na to nie ma!

Może zrobić się chłodno już jutro
Lub pojutrze, a może za tydzień
Trzeba będzie wyjąć z kufra futro,
Nie ma rady. Jesień, jesień idzie!

A był sierpień. Pogoda prześliczna.
Wszystko w złocie trwało i w zieleni,
Prócz staruszków nikt chyba nie myślał
O mającej nastąpić jesieni.

Ale cóż, oni żyli najdłużej.
Mieli swoje staruszkowie zasady
I wiedzieli, że prędzej czy później
Jesień przyjdzie. Nie ma na to rady.

 

Śmiejesz się do mnie draniu, gdy brew wznoszę swą do góry aFCDE, aFCDEa…
I kiedy pokład pełen krwi, gdy ginie wróg jak szczury,
Gdy nagiel-zupa szkodzi mi i batem grzbiet pocięty, a F
Przedrzeźniasz wtedy moją twarz na płótnie rozciągnięty. F C d E

a G C d E

 

Jolly Roger zmarnował życie mi, a G
Jolly Roger w hiszpańskiej tonie krwi, C G
Jolly Roger otuli was na dnie, d a
Jolly Roger, Roger, ukryjcie lepiej się! F E

 

A on czerwony wkłada płaszcz na chude swe piszczele.
Nikt jeńców dziś nie będzie brał, ech, co tu gadać wiele.
I tylko szansę przeżyć ma ten, kto się szybko podda,
Gdy Jolly w czarnych szatach lśni na szczycie w blasku ognia.

Nad moją głową wisi wciąż ta niepokorna flaga,
A pod nią co dzień krew i łzy, tchórzostwo i odwaga,
I choć widziałem już nieraz okryty okręt chmurą,
Z Jolly’m śmiejemy zawsze się, bo Jolly zawsze górą.

 

Treść akordeonu

Gdy nad oceanem wstawał senny, blady świt e D
On wyłonił się ze słońcem spośród gęstej mgły C D e
Smukłe maszty, czarna flaga, pokład zlany ludzką krwią e D
Słyszał o nim już niejeden, znali jego sławę złą. C D e

 

Lauren Gray, przeklęte imię twe G a
Kości tych co cię spotkali leżą gdzieś na morza dnie C D e
Lauren Gray, przyjdzie taki dzień G a
Że i ciebie ktoś dopadnie, że przeleje twoją krew C D e

 

Krótka była ostra walka, zarzynanych chłopców wrzask
Próżno prosić, próżno błagać, gardło każdy musi dać
Już skończona krwawa jatka, a przeklęty Lauren Gray
Jeszcze szybciej jak się zjawił zrobił zwrot, wziął kurs na west

Wiele statków które spotkał posłał w drzazgach w morską toń
Był potężny, dumny, butny, lecz go sięgła losu dłoń
W tej zatoce gdzie się skrywał zewsząd okrążyli go
Wściekle walczył, jak pies kąsał, w końcu legł na morza dno

Lauren Gray, wypełniło się
Widmo śmierci cię dopadło, twoja w morzu błyszczy krew
Lauren Gray, nadszedł dziś ten dzień
Maszty w drzazgach, ster złamany, bukszpryt wbity w morza dnie.

1. Czy byłeś kiedyś tam nad Kongo River? D G
– Razem, hoo! e D G G
Tam febra niezłe zbiera żniwo. D A D G
– Razem weźmy go, hoo! D A D D

 

Brać się chłopcy, brać, a żywo! D G
– Razem, hoo! e D G G
Cholerne brzegi Kongo River! D A D G
– Razem weźmy go, hoo! D A D D

 

2. Jankeski okręt w rzekę wpłynął,
Tam błyszczą reje barwą żywą.

3. Skąd wiesz, że okręt to jankeski?
Zbroczone krwią pokładu deski.

4. Ach, Kongo River, a potem Chiny,
W kabinach same sukinsyny.

5. Ach, powiedz, kto tam jest kapitanem?
John Mokra Śliwa – stary palant.

6. A kto tam jest pierwszym oficerem?
Sam Tander Jim, cwana cholera.

7. A kogo tam mają za drugiego?
Sarapę – Johna Piekielnego.

8. A bosman – czarnuch zapleśniały,
Jack z Frisco liże mu sandały.

9. Kuk lubi z chłopcem pobaraszkować
I nie ma czasu by gotować.

10. Jak myślisz, co mają na śniadanie?
Tę wodę, co miał kuk w kolanie.

11. Jak myślisz, co na obiad zjedzą?
Z handszpaka stek polany zęzą.

12. Nie zgadniesz, jaki tam jest ładunek –
Z plugawych tawern sto dziewczynek.

Kiedy ładownie pełne a e
I do domu wracać pora, F G
Patrzysz na morze rzewnie
I tęsknota w Tobie woła.

Kurs do domu trzeba brać, F G a
Kurs do domu trzeba brać.

Każdy wieloryb – Brat Twój,
Chociaż harpun topisz w nim.
Stada płyną gdzieś na zachód,
Rejsu to ostatnie dni.

Choć Islandii białe brzegi
Cieszą oko w mroźne dni,
Wypatrujesz już zieleni,
Stały ląd się ciągle śni.

Już harpuny odłożone. h fis
I otarte z morskiej soli, G A
Gdzieś daleko port nasz czeka,
Zawracamy w nasze strony.

Kurs do domu trzeba brać, G A h
Kurs do domu trzeba brać.

Od lat już przy nas wiernie trwa e D e
Na reje razem z nami gna e D G
Nocą do snu otula nas a e
Do walki zrywa się x2 C H7
Do walki, gdy nadchodzi czas C H7 e

Korsarska ballado, ty przy nas wiecznie trwaj G D a e
Ty nam w krwawym boju siłę daj. C H7 e
Korsarska ballado, już nie opuścisz nas G D a e
Nawet gdy do Hilo przyjdzie czas. C H7 e

Choć nad głową świsty kul
Ty pomożesz przetrwać ból.
I rany wnet wyleczysz me
Gdy choćby jeszcze raz x2
Gdy choćby jeszcze raz usłyszę cię.

A kiedy śmierć dopadnie nie
Gdy ciało złożą już na dnie
To ty przez wieki ze mną trwaj.
W błękitnej toni mórz x2
W błękitnej toni mórz korsarzom graj.

Nazywam się Mathew Anderson, greenhornem byłem, gdy e D C D e
Wlazłem na pokład jednego z tych, co hen, na południe szły, e D C D e
A był to w życiu mym pierwszy rejs,poznałem więc morza smak G D G H7
Ciężka robota tam szybko też ugięła mój sztywny kark. e D C D e

Way-hey! Żegluj no! G D
Strzeżcie córek swych w Hilo! C D
Jankeski statek w zatokę wszedł, G D G C
Potańcujemy tam sobie wnet! e D e

Harpunnik stary nauczył mnie przeliczać długie dni
Na krągłe kształty baryłek, co w gardziele ładowni szły.
A kiedy już dzielny statek nasz miał tranu pełny brzuch,
Odwrócił swój dziób i pochylił maszt, na Hilo Town obrał kurs.

Słońcem nas przyjął Hilo port, na brzegu dziewczyny już
Kolanem, ech, o kolano trą, a mężczyźni rwą czapki z głów.
I szybko tam nasz cuchnący tran na złoto przemienił się,
Lądowych uciech szedłem szukać sam, nie wiedząc, że zgubi to mnie.

Małej Jill w ręce wpadłem tam, miała oczy jak morza toń,
Podniosła raz rzęsy, a ciepło ich przypomniało stracony dom.
I dałem się jej niby dzieciak wieść – o swym ojcu mówiła mi,
Że pastorem jest i jak walczy ze złem, niby tarcza w tym mieście tkwi.

Jak słońce, co wiosną roztapia kry, tak szybko sprawiła, że
Padłem na kolana i zgodziła się przysięgać na dobre i złe.
Nie zobaczę już Atlantyku kłów, gór mięsa płynących krwią,
Może czasem jeszcze przyniesie sztorm mej wolności piosenkę tą.

Nasz “Marco Polo” to dzielny ship, e G D e / d F C d
Największe fale brał. e G / d F
W Australii będąc widziałem go, C e G D / B d F c
Gdy w porcie przy kei stał. e D e / d F d

I urzekł mnie tak urodą swą,
Że zaciągnąłem się
I powiał wiatr, w dali zniknął ląd,
Mój dom i Australii brzeg.

“Marco Polo” e D C H7 / d C B A7
W królewskich liniach był. e D e / d C d
“Marco Polo” e D C H7 / d C B A7 
Tysiące przebył mil. e D e / d C d

Na jednej z wysp za korali sznur
Tubylec złoto dał
I poszli wszyscy w ten dziki kraj,
Bo złoto mieć każdy chciał.

I wielkie szczęście spotkało tych,
Co wyszli na ten brzeg,
Bo pełne złota ładownie są
I każdy bogaczem jest.


W powrotnej drodze tak szalał sztorm,
Że drzazgi poszły z rej,
A statek wciąż burtą wodę brał,
Do dna było coraz mniej.

Ładunek cały trza było nam
Do morza wrzucić tu,
Do lądu dojść i biedakiem być,
Ratować choć żywot swój.

Kiedy szedłem w dół przez Holly Road, w głowie szumiał jeszcze tęgi grog, eDe
Zobaczyłem jak zza rogu wnet mundurów rząd wyłania się. DG
Nim pojąłem, co się dzieje tu, na bruk posłał mnie żołnierski but, eDe
Krzyknął sierżant: “Hej tam, bierzcie go! Teraz armia będzie matką twą.” DGe

“Ej, irlandzka świnio, szansę masz, by za Króla w walce życie dać.
Armatniego mięsa flocie trza, tam prowadzi teraz droga twa.”
Bym zrozumiał, co powiedział mi, kolbą w łeb dostałem razy trzy
– “Zapamiętaj dobrze lekcję tą, tak ćwiczy Navy własność swą”.

Minął miesiąc, potem drugi, hen, bat na plecach znaczył dzień za dniem.
W imię króla bił nas bosman drań, niejeden wtedy zdechł od ran.
Palił żar i siekł nas zimny deszcz, co dzień krew i pot mieszały się.
Do armaty przypisanyś tu, armia domem Twoim aż po grób.

Śmierć kosiła nas jak łan, kiedy w wielkiej bitwy szliśmy tan,
Wielu chłopców dało życie swe, by król mógł spokojnie bawić się.
Płaczcie matki wśród Irlandii wzgórz, synów wam nie odda Navy już,
Werbowników znowu wyśle król. Krew dla Anglii, dla nas śmierć i ból.

(zmiana melodii i tempa)

Przy brasach stoją chłopcy z Cork, na rei z Guilford rudy John, G
I z Connambury kilku też przy kabestanie trudzi się. eDg 
Bracie, tu Irlandii kwiat marnuje młode lata, GDeh
Nie dla nich pięknych dziewcząt śpiew, kat prędzej ich wyswata. Ge
Jeszcze raz, pijmy grog. Za Irlandię w górę szkło! eDe

Wspominam pierwszej bitwy dzień. Pamięta ten, kto przeżył.
Armatni dym wycisnął łzy, gdy wściekle wróg uderzył
I tylko bosman kazał nam nienawiść czuć do niego,
Zginęło wtedy chłopców stu, kapitan dopiął swego.

Jeszcze raz…

Lecz nadejdzie taki czas, że wyrównamy krzywdy swe
I zadrży Anglia, i jej król, poleje się brytyjska krew.
Nie pójdzie zdychać żaden z nas dla nie wiadomo czego,
Niech Angol toczy wojnę swą, nam Bracie nic do tego!

Jeszcze raz…

Wszystko gotowe, już fały ręce trą, D D7
Ładunek na dole dobry mamy. G A7
Dzielne chłopaki już na handszpaki prą, D D7
Płyniemy, hen, do Lowlands Low. G A D D7

Do Lowlands Low, do Lowlands Low, G D A D
Płyńmy, hen, do Lowlands Low! D A7 D D7

Bosman i Stary już na pogodę klną,
Lecz my się burzy nie boimy.
Czy wiatry dobre, czy w pogodę złą,
Płyniemy, hen, do Lowlands Low.

Brzegi znajome po nocach mi się śnią,
Cholera z tym morzem! – Chcę do domu!
Morze nie pomoże, bo tęsknotę złą
Ukoję tylko w Lowlands Low.

Kiedy Ci smutno i oko zajdzie mgłą,
I czujesz się jak patyk od kaszanki,
Zapakuj worek i uciekaj stąd,
Płyń z nami, hen, do Lowlands Low.

Wszystko gotowe, już fały ręce trą,
Ładunek na dole dobry mamy.
Cumy rzucone, odpływamy stąd,
Płyniemy, hen, do Lowlands Low.

Kiedy rum zaszumi w głowie, d / a
Cały świat nabiera treści, C / G
Wtedy chętnie słucha człowiek d / a
Morskich opowieści. F C d / C E A

Hej, ha! Kolejkę nalej!
Hej, ha! Kielichy wznieśmy!
To zrobi doskonale
Morskim opowieściom.

Kto chce, ten niechaj słucha,
Kto nie chce, niech nie słucha,
Jak balsam są dla ucha
Morskie opowieści.

Łajba to jest morski statek,
Sztorm to wiatr, co dmucha z gestem,
Cierpi kraj na niedostatek
Morskich opowieści.

Pływał raz marynarz, który
Żywił się wyłącznie pieprzem,
Sypał pieprz do konfitury
I do zupy mlecznej.

    • Był na “Lwowie” młodszy majtek,

 

    • Czort, Rasputin, bestia taka,

 

    • Że sam kręcił kabestanem

 

    • I to bez handszpaka.

 

Jak pod Helem raz dmuchnęło,
Żagle zdarła moc nadludzka,
Patrzę – w koję mi przywiało
Nagą babkę z Pucka.

    • Niech drżą gitary struny,

 

    • Niech wiatr grzywacze pieści,

 

    • Gdy płyniemy pod banderą

 

    • Morskich opowieści.

 

Od Falklandu-śmy płynęli,
Doskonale brała ryba,
Mogłeś wędką wtedy złapać
Nawet wieloryba.

    • Rudy Joe, kiedy popił,

 

    • Robił bardzo głupie miny,

 

    • Albo skakał też do wody

 

    • I gonił rekiny.

 

I choć rekin twarda sztuka,
Ale Joe w wielkiej złości
Łapał gada od ogona
I mu łamał kości.

    • Może ktoś się będzie zżymał

 

    • Mówiąc, że to zdrożne wieści,

 

    • Ale to jest właśnie klimat

 

    • Morskich opowieści.

 

Kto chce, ten niechaj wierzy,
Kto nie chce, niech nie wierzy
Nam na tym nie zależy,
Więc wypijmy jeszcze.

    • Pij bracie, pij na zdrowie,

 

    • Jutro Ci się humor przyda,

 

    • Spirytus Ci nie zaszkodzi,

 

    • Sztorm idzie – wyrzygasz.

 


To były zwrotki tradycyjne, oprócz nich istnieją setki innych, z których zamieszczamy bardzo subiektywny wybór:

Kolumb odkrył Amerykę,
Kiedy ścigał się z Halikiem,
Indianie się zarzekali,
Że pierwszy był Halik.

    • O wyprawie wokół globu

 

    • Też fałszywe są pogłoski,

 

    • Pierwszy żaden tam Magellan,

 

    • Tylko Baranowski.

 

Nelson, angielski Admirał,
Strzeliłby se w łeb i kwita,
Gdyby wiedział, co dokonał
Kloss, zwykły Kapitan.

    • Kiedy szliśmy przez Pacyfik,

 

    • Wiatr pozrywał wszystkie wanty,

 

    • Przytuliłem się do klopa

 

    • I śpiewałem szanty.

 

Kiedy szliśmy przez Pacyfik,
Była wtedy straszna flauta,
Wprost na łajbę nam się zjebał
Ruski kosmonauta.

    • Płynie sobie rower wodny,

 

    • Płynie sobie rower wodny,

 

    • Jak w niego przyp…my,

 

    • To będzie podwodny.

 

Hej, wiatr od rufy wieje,
Hej, wiatr od rufy wieje,
Jak dalej tak przywieje
rozje…my keję.

    • My jesteśmy Warszawiaki,

 

    • Co palymy kataryny,

 

    • Żagle stoją nam w łopocie,

 

    • My to pierdolymy.

 

Małysz siedzi już na belce,
Patrzy ze spokojem z góry,
Jak się wk… to doleci
Na same Mazury.

    • Jeśli nudno Ci na rejsie,

 

    • Chcesz rozerwać się troszeczkę,

 

    • Wsadź se granat między nogi,

 

    • Wyciągnij zawleczkę.

 

Kiedy znudzą Ci się szanty
I żegluga, i Mazury,
To pierdolnij kapitana / KWŻ-a
I uciekaj w góry.

    • Kiedy ciężko Ci na duszy,

 

    • Kiedy w gardle znów Cię suszy,

 

    • Walnij sobie przyjacielu

 

    • Dużą dawkę chmielu.

 

Coś na horyzoncie błyska,
Więc w przypływie euforii
“Pierwszy” wrzasnął, że to chyba
Brzegi Kalifornii!

    • To nie brzegi Sacramento,

 

    • Ino polska wieś Chałupy,

 

    • A te błyski, to nie złoto,

 

    • Tylko gołe dupy!

 

Jeśli myślisz, że piosenka
Trochę się nie trzyma kupy,
To układaj własne zwrotki,
Nie zawracaj… głowy.

Tam, gdzie słońca zwykle brak, C.G.FG.C.C.d.FG.C
Gdzie czekał nas śnieg i lód. a.C
Tam, gdzie sztorm i gęsta mgła, C.a
Gdzie diabeł koił nas do snu. C.F
Zawsze śmiało wiodła nas przez świat, CG.C
Trzymała dzielnie swój kurs. a.e

F.G

Hej!
Way, hey, nasza “Molly Maquires” C.G
Najszybciej z wszystkich szła pod wiatr. F.G
Way, hey, nasza “Molly Maquires” C.G
Po morzach pływała tyle lat. FG.C

Dzień, czy noc, czy świt, czy zmrok,
Dziób dumnie groźne fale pruł.
Księżyc, gwiazdy, słońca blask,
To była jej najlepsza z dróg.
Ciepłe plaże, palmy dała nam,
Śmiech dziewcząt, miłości smak.

Dzisiaj w sercu ciągle mam
Jej obraz wśród białych chmur.
Z tylu nas wywiodła burz,
Że musiał jej pomagać Bóg.
Jej słodkie imię będę śnić,
W pamięci mej będzie trwać.

Szczur kończy gulasz mdły, e
Już pora wyjść z kantyny,
Karcianej zapis gry H7
Na liście od dziewczyny. H7
Przed nami długa noc, H7
Ruszamy jutro z rana, a
Pod szary wpełzasz koc, a
Co skrywa grzech Onana. G

H7

Miła – nie przychodź na wołanie, e a
Miła – wojenka, moja pani. e a
Z nią się kochać chcę, GD e
Gdy w nocy się budzę. H7 e a H7

Dwadzieścia prawie lat
I w czapkę znaczek wpięty,
Papieros w kącie warg
Niedbale uśmiechniętych.
Obija się o bok
Nabite “Parabellum”,
Śpiewamy idąc w krok
Dwa metry od burdelu.

Już dojadł resztki szczur,
Do koszar powracamy,
Na ścianach latryn wzór
Z napisów nie dla damy.
Na sen nam czasu brak,
Kostucha kości liczy,
Pijani w drobny mak
Walimy się na pryczę.

Nie ma, jak po przejściu ciężkiej trasy, C C G G
Gdy do kolan nogi zdarte masz, G G C C
Z ludźmi nad kufelkiem się zobaczyć, C7 C7 F F
Gadać, śpiewać do białego dnia. G G C C

 

Piwko w kufelku nie może długo stać. C C F G
Jedno…, drugie…, a potem jeszcze dwa! C C F G
Obok kumpel gra na gitarze jakiś stary hit, F G C F
Pijmy i śpiewajmy – ile sił! C G C C

G G G G

Wolę się tu z Wami napić piwa,
Niźli w whisky pływać w USA,
Ale nie chcę też za bardzo skrywać –
Zamiast piwa, wolę wypić dwa.

Z baru odebrałem zapewnienie:
“Piwa nie zabraknie!” – mówił gość.
Na ambicję wszedł mi tym stwierdzeniem,
“Nie zabraknie? – Lepiej nie mów: Hop!”

 

Jutro znowu nas dopadnie życie, c.c.G.G
Praca, żona, szkoła, forsy brak. G.G.c.c
Jutro będzie futro, więc: Do jutra! C7.C7.F.F
A na razie: “Razem! W górę szkła!” G.G.C.C

ref… x2

Trzecie, czwarte, piąte, szóste,
Siódme, ósme, dziewiąte.

|te dwie linijki śpiewa się na
|koniec równocześnie z dwiema
|ostatnimi linijkami refrenu.

Sie masz, witam Cię, piękną sprawę mam, D A D
Pakuj bety swe i leć ze mną tam, D A D
Rzuć kłopotów stos, no nie wykręcaj się, G D A D
Całuj wszystko w nos, G D
Osobowym drugą klasą przejedziemy się. A

 

Na Mazury, Mazury, Mazury, D G D
Popływamy tą łajbą z tektury, D A D
Na Mazury, gdzie wiatr zimny wieje, D G D
Gdzie są ryby i grzyby, i knieje. D A D

 

Tam, gdzie fale nas bujają, G D
Gdzie się ludzie opalają, A D
Wschody słońca piękne są G D
I komary w dupę tną. A D
Gdzie przy ogniu gra muzyka
I gorzała w gardłach znika,
A Pan Leśniczy nie wiadomo skąd
Woła do nas, do nas, do nas…
…”Paszła won!”

 

Uszczelniłem dno, lekko chodzi miecz,
Zęzy smrodów sto przewietrzyłem precz,
Ster nie spada już i grot luzuje się,
Więc się ze mną rusz,
Już nie będzie tak jak wtedy, nie denerwuj się.

Skrzynkę piwa mam, Ty otwieracz weź,
Napić Ci się dam, tylko mi ją nieś,
Coś rozdziawił dziób i masz głupi wzrok?
No nie stój jak ten słup,
Z Węgorzewa na Ruciane wykonamy skok.

1. Hej, me Bałtyckie Morze, a E a
Wdzięczny Ci jestem bardzo, C G C
Toś Ty mnie wychowało, d G C d
Toś Ty mnie wychowało, d G C d
Szkołęś mi dało twardą. a E a

2. Szkołęś mi dało twardą,
Uczyłoś łodzią pływać,
Żagle pięknie cerować,
Żagle pięknie cerować,
Codziennie pokład zmywać.

3. Codziennie pokład zmywać
Od soli i od kurzy,
Mosiądze wyglansować,
Mosiądze wyglansować,
W ciszy, czy w czasie burzy.

4. W ciszy, czy w czasie burzy,
Trzeba przy pracy śpiewać,
Bo kiedy śpiewu nie ma,
Bo kiedy śpiewu nie ma,
Neptun się będzie gniewać.

5. Neptun się będzie gniewać
I klątwę brzydką rzuci,
Wpakuje na mieliznę,
Wpakuje na mieliznę,
Albo nam łódź wywróci.

6. Albo nam łódź wywróci
I krzyknie – “Hej partacze!
Nakarmię wami rybki,
Nakarmię wami rybki,
Nikt po was nie zapłacze!”

7. Nikt po nas nie zapłacze,
Nikt nam nie dopomoże,
Za wszystkie miłe rady,
Za wszystkie miłe rady,
Dziękuję Tobie Morze.

8. Hej, Morze, moje Morze,
Wdzięczny Ci jestem bardzo,
Toś Ty mnie wychowało,
Toś Ty mnie wychowało,
Szkołęś mi dało twardą.

amotni ze sobą nie możemy znaleźć D G
Miejsca i czasu na zadumy chwilę A D
Uciekamy do nikąd – pod prąd wyobraźni D G
Zostawiając sny jak bezbronne motyle A G D

 

Ludzie – nie sprzedawajcie swych marzeń D G D
Nie wiadomo co się jeszcze wydarzy G D
W waszych snach e A
Może taka mała chwila zadumy D G D
Sprawi, że te marzenia pofruną G D
Jeszcze raz e A
Jeszcze raz G D

D G D G D A D A

 

Wstawcie w okna tęczę, szykujcie witraże
Na które wiatr swawolny gwiazd wam nawieje
Na pewno przyjdzie wiosna z uśmiechem na twarzy
By jak matka dzieciom rozdawać nadzieję

Na przystani ją poznałem a.a
I pół nocy zmarnowałem, a.a
By ją śpiewem i gitarą oczarować. A7.A7.d.d
A gdy przyszło co do czego, d.E7
Ona poszła do innego, a.F
Za to kumple rozpoczęli intonować: d.H7.E7.E7

 

Gdzie Ty, chłopie, miałeś oczy, a.a
Zawsze coś Cię zauroczy, a.a
Chyba nie wiesz sam, na jakim świecie żyjesz. A7.A7.d.d
Wciąż pomysły postrzelone, d.E7
A masz przecież dziecko, żonę, a.F
Zobacz, że łysiejesz już i tyjesz. d.H7.E7.E7

 

Innym razem, idąc szlakiem,
Dołączyłem się z plecakiem
Do ekipy, co na szczyt się wybierała.
Nie minęły cztery chwile,
Jak mnie zostawili w tyle,
A w schronisku banda kumpli już śpiewała:

Minął czas wędrówek w góry
I wyjazdów na Mazury,
Lecz wspomnienia miłe w głowie pozostają.
Życie mijające bokiem
Obserwuję mętnym wzrokiem,
A kolesie moi ciągle mi śpiewają:

Spróbuj chociaż raz north-westowe przejście zdobyć, G C G F a
Znajdź miejsca gdzie zimował Franklin u Beauforta Wrót, F C d F
Wykuj własny szlak przez kraj dziki i surowy, G C G F a
Przejdź drogą Północ-Zachód poza lód. F C G C

Brnę przez kry na zachód od Davisa zimnych wrót, Brnę przez kry na zachód od Davisa zimnych wrót, a F C G
Szlakiem tych, których bogactwa wiodły na Daleki Wschód. a F C G C
Sławę zdobyć chcieli, został po nich tylko proch, a F C a
Białe kości popłynęły gdzieś na dno. F C G a

Trzy wieki przeminęły, na wyprawę ruszam znów
Śladami dzielnych chłopców, co walczyli z furią mórz.
Miasta z lodu wyrastają, by rozpłynąć za mną się,
Jak odkrywcom dawnym wskażą nowy brzeg.

Mile wloką się bez końca, całą noc pcham się na West.
Tu McKenzie, David Thompson, cała reszta z nimi też,
Wytyczali dla mnie drogę wśród iskrzących lodem gór.
W mroźnych wiatrach głos ich słyszę, jak ze snu.

 

I czymże ja się różnię od pionierów szlaków tych?
Tak, jak oni, porzuciłem życie pośród bliskich mi,
By znów odkryć North-West Passage, dla tak wielu koniec snów,
Ale marzę, bym do domu wrócić mógł.

Jest gdzieś na pewno tawerna, D
Na pewno, bo wiele jest ich, D A
Czy Boston to, czy też Belfast, G A
To nie ma znaczenia już dziś. A A7
W półmroku, przy dębowych ławach, D
Wędrowców widziałem nie raz D A
Lecz każdy się zaraz oddalał, G A
Tylko jemu zatrzymał się czas. A G D A

Postawcie choć wino, bo gardeł nam brak, D A D
Popatrzcie, tam w kącie nie człowiek, lecz wrak. G D A
Na twarzy bruzdami podpisał się los, D h
Ręce mu drżą i już nie ten głos. e D A
Hej, Stary, spójrz wkoło, otoczył Cię znów D A D
Krąg ludzi spragnionych soli Twych słów. G D A
Wychyl tę szklankę i opowiedz nam, D h
Gdzie błądzisz myślami, czy morze jest tam? e A D

G A D

Podniósł siwiutką swą głowę
I mocnym spojrzeniem nas zdjął,
I chociaż chłopy z nas zdrowe,
Niejednemu hardemu kark zgiął.
A potem rozpoczął opowieść
O życiu złapanym przez wiatr,
Jak samemu sobie chciał dowieść,
Że ocean to jego brat.

Gdy skończył, rzekł: “Słuchajcie dobrze,
By życia nie strawić jak ja,
Rzućcie kotwicę na lądzie,
Niechaj morze zostanie wam w snach.”
I wtedy jeden z nas spytał:

 

  • Postawcie choć wino, bo gardeł nam brak,

     

      • Popatrzcie, tam w kącie nie człowiek lecz wrak,
      • Na twarzy bruzdami podpisał się los,
      • Ręce mu drżą i już nie ten głos.
      • Hej, Stary, spójrz wkoło, otoczył Cię znów
      • Krąg ludzi spragnionych soli Twych słów.
      • Wtem dobiegł szum fali, łza spadła na stół,
      • Nie mówił już nic, lecz wiemy co czuł…

“A gdybyś tak mógł jeszcze raz
Życie na nowo ułożyć –
Czy wtedy też w morze byś zwiał?”

Pamiętam tę noc, gdy szalał sztorm, C F C
A wiatr konary zginał drzew. F C
Do knajpy wszedł nieznany gość C a
I widać było, że wędrowcem jest. d7 G
Przy barze stał i piwo pił C F C
Wpatrzony gdzieś w płomieni blask. F C
“Przeżyłem już podobną noc, C a
Na morzu śmierć.” – powiedział nam. d G

 

Więc pijmy za tych, co poszli na dno, C F C
Których zabrało morze nam. C G
Za zdrowie tych, co na morzu dziś są, C F C
Daj im Boże szczęście w tę noc, jak dziś, C G C a
Daj im Boże szczęście w tę noc. C G C

 

Ciągnęliśmy sieć przy Baltimore
I całkiem dobrze nam to szło.
W ładowniach ryb już było dość,
Ostatni zaciąg, kurs na dom.
Pływaliśmy już tych kilka lat
I każdy dobrze znał swój fach,
Lecz nikt nie wiedział o tym, że
Swe kości złoży w morski piach.
Nad ranem był sztorm, cholerny sztorm,
Przed nami rosły ściany z fal.
Przy sterze stało kumpli dwóch,
A łódź innym kursem w morze szła.
I nagle trzask łamanych wręg,
Ryk morza tłumił chłopców krzyk.
Wśród wiru fal i twardych skał
Widziałem śmierć kamratów mych.
Gdzieś przy St. Johns Point wywlokłem się
Wpół żywy na piaszczysty brzeg.
Jak szczur lądowy żyję dziś,
Na morze nic nie wygna mnie.
A kiedy sztorm na morzu jest,
Wciąż słyszę głosy kumpli mych
I dręczy mnie tak straszna myśl,
Że mogłem leżeć dziś wśród nich.

Spotkaliśmy się raz we czterech: C G
Ja, Johnny, Billy i Jim. a e
Poszliśmy zaraz do knajpy F C a
Na mocną whisky i gin. C G C
Piliśmy godzinę całą,
Piliśmy godziny dwie,
Lecz ciągle było za mało
Żeby natrolić się.

 

“Do kart!” – zakrzyknął Johnny,
Lecz znowu pod stół wpadł
I trzech nas już pozostało,
By zasiąść do tych kart.
Piliśmy grając noc całą,
Piliśmy grając i dzień,
Lecz ciągle było za mało
Żeby natrolić się.

Pośpiewać żeglarskie piosenki
Nagle zachciało się nam,
Lecz Billy już wcale nie śpiewał,
On ledwie trzymał się ścian.
Śpiewaliśmy pijąc noc całą,
Śpiewaliśmy pijąc i dzień,
Lecz ciągle było za mało
Żeby natrolić się.

“Na żagle!” – powiedział Jimmy,
Więc zaraz poszliśmy tam,
Na kei nikogo nie było,
Popłynęły łódki w dal.
Piliśmy płacząc noc całą,
Piliśmy płacząc i dzień,
Lecz ciągle było za mało
Żeby natrolić się.

 
 
RELATED PROJECTS

Szesnaście lat miałem, gdy na żagle e.e.e.e
Pierwszy raz w świat przyjaciel mnie zabrał – a.a.a.a
Wdzięczny jestem mu za to do dziś. h.h.h.h.a.a.h.h
Morze jest mym życiem i żywiołem
Do końca dni. Teraz, gdy zacząłem,
Przyjaźń z nim – z tego już nie da się wyjść.

 

Morze i wiatr, na dobre i na złe, a.a.a.a
Przez wiele lat szukałem, znalazłem. e.e.e.e
Miła, błagam, nie zrozum mnie źle. h.h.h.h.e.e.E7.E7
Kocham Cię tak, jak swoje przestworza a.a.a.a
Pokochał wiatr, a jednak, o Morzu, e.e.e.e
Nie wiem, czy miłość to też, czy zew? h.h.a.h.e.e.a.h

 

Miesiące dwa na morzu bez Ciebie
To deszcz i mgła, to słońce na niebie.
Zdjęcie Twe nad głową w koi swej mam.
Na grzbietach fal poznaję świat nowy,
Krążę wśród skał czujny, gotowy,
Lecz sercem uparcie wędruję tam, tam, gdzie Ty.

Miesięcy sześć we dwoje znów w domu,
Mówisz, że mnie nie oddasz nikomu,
Więcej nic nie zabierze Ci mnie.
Dajesz mi to, co ważne jest w życiu,
Lecz serce me cichutko i skrycie
W morze jachtem żegluje co dzień, choć we śnie.

Kiedy szliśmy przez Pacyfik, C
– Way-hey, roluj go! C G
Zwiało nam z pokładu skrzynki…… C
– Taki był cholerny sztorm! C G C

 

Hej, znowu zmyło coś, C F
Zniknął w morzu jakiś gość. C G
Hej, policz który tam, C F 
Jaki znowu zmyło kram. C G C

 

2. …Pełne śledzia i sardynki,sa C
3. …Kosze krabów, beczkę sera, C
4. …Kalesony oficera, C
5. …Sieć jeżowców, jedną żabę, C
6. …Kapitańską zmyło babę, C
7. …Beczki rumu nam nie zwiało – C
8. …PÓŁ ZAŁOGI JĄ TRZYMAŁO! C

 

Hej, znowu zmyło coś,
Zniknął w morzu jakiś gość.
Hej, policz który tam,
Jaki znowu zmyło kram.

Hej, znowu zmyło coś,
Zniknął w morzu jakiś gość.
Postawcie wina dzban,
Opowiemy dalej wam!

Siedzieliśmy pod jodłą i dobrze nam się wiodło, D h
Kapitan Farell, stary zgred, postawić nie chciał whisky. G D
Trzy razy mu mówiłem, uprzejmie go prosiłem, D h
Lecz pycha rozpierała go, a nam już wyschły pyski. G D
Więc dałem jemu w nos, co myśli sobie, A D
Co myśli wredny typ – postawić nie chciał nam! G D A D

 

Wybrałem się do Mary, chodziłem tam dni cztery,
Ekonom Paddy, suczy syn, wciąż dawał jej robotę.
Trzy razy mu mówiłem, uprzejmie go prosiłem
Lecz nie posłuchał łobuz mnie, do dziś ma Mary cnotę,
Więc dałem jemu w nos, co myśli sobie,
Co myśli wredny typ – pozwolić nie chciał nam!

W Dublinie, przy niedzieli, pięć funtów nam gwizdnęli,
Właściciel pubu, tłusty byk, chciał funta na zapłatę.
Trzy razy mu mówiłem, uprzejmie go prosiłem,
Lecz nerwy ciut poniosły mnie, zepsutą ma facjatę.
Bo dałem jemu w nos, co myśli sobie,
Co myśli wredny typ – odpuścić nie chciał nam!

Na trakcie, przez przypadek, los też mnie kopnął w zadek,
Łapaczy oddział wyrwał mnie tak, jak borsuka z dziury.
Na okręt mnie zabrali, po zadku fest przylali,
A kiedy drzeć zacząłem pysk, padł taki rozkaz z góry:
A dajcie jemu w nos, co myśli sobie,
Co myśli wredny typ – przeszkadzać będzie nam!

Pływanie to nie taka trudna sprawa, D.D
Pływanie to nie taka trudna rzecz, D.A
Bo jak wiatr z tyłu będzie w żagiel dmuchać, e.A
To wtedy łódź do przodu musi przeć. A.D
Jak już się płynie tą łodzią do przodu, D.D
Nie można bać się ani jednej fali, D7.G
Mocno się trzymać trzonka od steru, g.D
No i uważać, aby się nie wywalić. E.A.A

 

Kto mnie weźmie na łódkę, D.D
Kto mnie weźmie na rejs, A.A
Staż żeglarski mam krótki, A.A
Lecz wiem, co grane jest. D.D
Kto mnie weźmie na łódkę, D
Kto mnie weźmie na wodę, D7.G
Chociaż staż mój jest krótki, G.D
To ja chętnie pomogę. A.D.D

D.D.A.A

 

Bluzka żeglarza musi być w paski,
Trochę spłowiała ma to być bluzka,
Spod niej wystają włosy na torsie,
Na szyi obowiązkowa chustka.
Z takim wyglądem to można zaszaleć,
W porcie, tawernie lub w barze szantować,
A czasem los trochę mocniej przyfarci,
Pozwoli laskę na noc zmontować.
Zbajerowana do końca laska
Powinna szybko się znaleźć w kokpicie,
Poczęstowana niedrogim winkiem
Żeglarskiej braci zaprzeda swe życie.
A wtedy z innych łódek żeglarze
Z wielką zazdrością łódź tę wytykają,
Że, mimo braku fali na wodzie,
Maszty się w rytmie tej pieśni kiwają.
ref… (cały) Może pływać nie umiem,

Ale śpiewam i gram,
Komu się nie podoba,
To jest świnia, prostak i cham.

W Gdańsku mewy, wiatr i gotyk .A.E.
Słońce świeci złotą smugą .fis.cis.
Pan kapitan białej floty .D.A.
Idzie przez ulicę Długą .D.E.

 

Idzie z marynarską fają .A.E.
W oczach ma szelmowskie błyski .fis.cis.
Przekupki się w nim kochają .D.A.
Podziwiają go turystki .D.E.A.

 

Transatlantyki na oceanach .A.E.
A krążowniki w rejsach ćwiczebnych .fis.cis.
Każdy z nich musi mieć kapitana .D.A.
Nasz kapitan też jest potrzebny .D.E.

 

Odskoczyły drzwi tawerny
Szmer uznania przebiegł salon
Wdzięk niezmierny, szyk cholerny
Na rękawie złoty galon

Duże piwko panno Helu
Jutro w rejs wyjdziemy może
To przywiozę Heli z Helu
I bursztyny i węgorze

Piwo w pianie, Bałtyk w pianie
Gdańsk za oknem kolorowym
Pańskie zdrowie kapitanie
Stary wilku zatokowy

W Gdańsku mewy, wiatr i gotyk
Neptun siusia w swoją studnię
Pan kapitan białej floty
Ma dziś wolne popołudnie

Będąc młodym szczylem normalnie chciałeś żyć h
Porwali Cię z ulicy, poczułeś bat i kij G A h
Twarde króla prawo, nie mogłeś tego znieść
I wtedy zakrzyknąłeś, że wolność albo śmierć

 

Dziewczyny hej, całujcie jeszcze nas G D
Ostatni rumu łyk za podły życia smak e h
Nad nami Jolly Roger ze śmierci sobie drwi G D
Nienawiść w nas rozpala i dziką żądzę krwi e A h

 

Zebrałeś paru kumpli, zaplanowałeś bunt
O świcie pierwszy raz chwyciłeś w dłonie nóż
I zanim biała mewa wydała z siebie krzyk
Na topie Jolly Roger w porannym słońcu lśnił

Wyjęty już spod prawa poczułeś życia smak
Okręt z czarną flagą we wszystkich wzbudzał strach
I czasem jakiś śmiałek chcąc posłać nas na dno
O litość potem błagał i śmierci chwytał dłoń

Lecz nadejdzie chwila, Ty Stary dobrze wiesz
Że w końcu wojsko złapie, pod sąd zaciągnie Cię
Na starej szubienicy założą gruby sznur
A cichy bólu jęk zagłuszy werbli chór

Dziewczyny hej, całujcie jeszcze nas
Ostatni rumu łyk za podły życia smak
Nad nami Jolly Roger ze śmierci sobie drwi
Ze sobą nas zabierze, gdy na dnie będzie gnił

1. Gdy smutek Cię dręczy, C G
Gdy w piersiach coś jęczy, C G
Gdy życie Ci idzie kulawo, C G7
Doradzę Ci, stary, G7
Przy dźwiękach gitary, G7
Receptę mam na to klawą: G7 C

 

Aj, aj, aj, aj…. C F
Popłyń do Rio, G C
Gdzie dziewczyn bez liku nie nosi staników, C G7
Gdzie bimber trzcinowy piją. G7 C

 

Popłyń do Rio, C F
Gdzie ananas dojrzewa, G C
Gdzie dziewczyn bez liku nie nosi staników, C G7
Gdzie sambę się tańczy i śpiewa. G7 C

 

2. Daleka jest droga
Do Rio – laboga!
Lecz Ciebie niech to nie zraża.
Ty płyń pod żaglami
Nocami i dniami,
I na zakrętach uważaj.

3. Rzuciwszy kotwicę
Idź najpierw w ulicę
Dzielnicy, co zwie się Urca.
I broń się przed grzechem,
Gdy wabi uśmiechem
Niejedna Koryntu córka.

4. Gdy zjesz avocado,
To zwiedź Corcovado
I popatrz na miasto zaraz.
Zobaczysz z wysoka,
Jak błyszczy zatoka,
Co zwie się Guanabara.

5. W dzielnicy Flamengo
Zatańczysz z panienką
Ognistą, jak sam karnawał.
Lecz bacz, by o zmroku
I podczas podskoków
Nie trafił Cię, bracie, zawał.

6. Gdy skwar pali ciało,
Kąpieli masz mało –
Jest plaża Copacabana,
Co piasek ma świeży,
Lecz patrz, obok leży
Dziewczyna skąpo odziana.

7. Wieczorem wzdłuż plaży
Sto barów się jarzy
I kusi, i wabi, i nęci.
Ty sprawdzasz w kieszeni,
Lecz nic to nie zmieni,
Bo mniej masz cruzeiros niż chęci.

8. Kto wie – w takim barze,
Co może się zdarzyć
I wydać przypadkiem nad ranem:
Poznałeś Mulatkę,
Przytulasz ją kapkę
I czujesz, że tańczysz z… panem.

9. Nie będę już dłużej
Piosenką Cię nużył,
Piosenki wszak krótko żyją;
Gdy smutek Cię ściśnie,
Gdy łza z oczu tryśnie –
Po prostu – POPŁYŃ DO RIO!

 

Powiedz mi, Stary, który to raz a
Dajemy w tej knajpie w gaz? G a
Który raz płyniemy w długi rejs, a
Nie ruszając tyłka z miejsc? G a

 

A knajpą kołysze całkiem bezpiecznie C
I prawie nam nie jest źle, d
A biały żagiel zwisa bezwietrznie B
W tej tytoniowej mgle. E7

 

Czasem przysiądzie jakaś mewka
Gdzieś na relingu naszych spraw
I krzykniesz: “Daj butelkę Stefka!”
Zupełnie jak: “Grota staw!”

No, powiedz mi, Stary, ile jeszcze razy
Wpadniemy tutaj o morzu pomarzyć?
Czy to pretekstem jest, czy nałogiem,
Że wciąż chcemy ruszyć w drogę?

A tuż przy kei stoją jachty wielkie, Wpłynęły do portu jak ptaki do gniazd. Wiosną żagle ubiorą, jak panny sukienkę I innych zabiorą w świat. A nam? Znów przybędzie lat. a G a
Powiedz mi, Stary, który to raz
Dajemy w tej knajpie w gaz?
Który raz płyniemy w długi rejs,
Nie ruszając tyłka z miejsc?

 

Boję się nieba w Twoich oczach, D
Jeszcze drżysz ze zmęczenia i potu, G
Świat chcesz dzielić na białe i czarne, A
Miły, boję się Twoich powrotów. G D

 

Boję się chmur nad Twoim czołem,
Kiedy ręce do krwi otarte
Dumnie kładziesz przede mną na stole,
Miły, boję się Twoich powrotów.

 

Drżysz jeszcze, oczy zamglone, G
Zrobisz wszystko, o co poproszę, A
Muszę wierzyć, przecież mnie kochasz. h
Krótka chwila i wracasz, G
Krótka chwila i wracasz, A
Krótka chwila i wracasz na morze. G D

 

Boję się morza w Twoich myślach,
Kiedy jesteś do drogi już gotów,
Leżysz przy mnie, oczy otwarte,
Miły, boję się Twoich powrotów.

Rozbiję swój świat zabity deskami, a7 d7 E7 a7 d7 E7
Z tych desek zbuduję, jak z tęsknoty, łódź. a7 D7 E7
Perły, korale rozsypię na szczęście, a7 G C7- F7+
Muszle, bursztyny, a może coś jeszcze. d7 E a7

 

Będę wędrował poza horyzont
Ze swojskim balastem – wielką walizą.
Z wyspy na wyspę, raz dniem, raz nocą,
Skieruję ster, gdzie oczy poniosą.

 

Gwiazdy to ryby latające d7 E7 a7
Między księżycem a słońcem. d7 E7 a7/ a7
Morze – modlitwa Boga i ludzi D g c f
Za tych, których życie zbytnio trudzi. d E7 a7

 

W trójkącie żagla słońce powieszę
I będę studził płonne zapały
Serc zbyt gorących i tych zbyt małych,
I tych co burzą, i tych co ciszą.

Pójdą nade mną trzy czarne wieże,
Jak trzy dzwonnice rybackich świątyń.
Będzie im lekko w wodach, gdy dzwony
Wydzwonią żywot wieczornych modlitw.

Żegnaj nam dostojny, stary porcie, C C7 F C
Rzeko Mersey żegnaj nam! C G
Zaciągnąłem się na rejs do Kalifornii, C C7 F C 
Byłem tam już niejeden raz. C G7 C

 

A więc żegnaj mi, kochana ma! G F C
Za chwilę wypłyniemy w długi rejs. G
Ile miesięcy Cię nie będę widział, C C7
Nie wiem sam, F C
Lecz pamiętać zawsze będę Cię. C G7 C

 

Zaciągnąłem się na herbaciany kliper,
Dobry statek, choć sławę ma złą,
A że kapitanem jest tam stary Burgess,
Pływającym piekłem wszyscy go zwą.

Z kapitanem tym płynę już nie pierwszy raz,
Znamy się od wielu, wielu lat.
Jeśliś dobrym żeglarzem – radę sobie dasz,
Jeśli nie – toś cholernie wpadł.

Żegnaj nam dostojny, stary porcie,
Rzeko Mersey żegnaj nam.
Wypływamy już na rejs do Kalifornii,
Gdy wrócimy – opowiemy wam.

Pierwszy raz przy pełnym takielunku e D e
Biorę ster i trzymam kurs na wiatr. e D e
I jest jak przy pierwszym pocałunku, a H7 e
W ustach sól, gorącej wody smak. a H7 e

 

O-ho-ho, przechyły i przechyły, a H7 e
O-ho-ho, za falą fala mknie, a H7 e
O-ho-ho, trzymajcie się dziewczyny – za liny! a H7 e
Ale wiatr, ósemka chyba dmie! a H7 e

 

Zwrot przez sztag – o’key, zaraz zrobię,
Słyszę jak kapitan cicho klnie.
Gubię wiatr i zamiast w niego dziobem,
To on mnie od tyłu – kumple w śmiech.

Hej, Ty tam, za burtę wychylony,
Tu naprawdę się nie ma z czego śmiać.
Cicho siedź i lepiej proś Neptuna,
Żeby coś nie spadło Ci na kark.

Krople mgły, w tęczowych kropel pyle
Tańczy jacht, po deskach spływa dzień.
Jutro znów wypłynę, bo odkryłem,
Że wciąż brzmi żeglarska stara pieśń.

A przecież kiedyś były rejsu piękne dni, F G C a
Po wielu morzach, po oceanach złych. F G C C7
A przecież kiedyś były rejsu piękne dni, F G C a
Dziś nie pamięta o nich nikt. F G C

 

Przyszedł w końcu chmurny, durny dzień, e A7 D
Snujesz się sam i wyglądasz jak cień. e A7 D
Nic Cię nie bawi, nie cieszy Ciebie nic, e A7 D
Tylko wspomnienia wychodzą jak z mgły. e A7 D

 

Codzienna praca już bokiem Ci wychodzi,
Zarabiasz jakąś kasę, ale nie o to chodzi.
Gdzieś tam, daleko, żagli kwitnie biel,
A Ty, człowieku, wygodne łóżko ściel.

Już zapomniałeś o swoich marzeniach,
By świat opłynąć – zostało we wspomnieniach.
I chociaż czasem i z Hornem byś się zmierzył,
Lecz gdy to mówisz i tak Ci nikt nie wierzy.

Zostaw to wszystko, zapomnij o szarości,
Nabierz kolorów i sił do miłości.
Ocean, jak kochanka, czule przytuli Cię,
A na pokładzie poczujesz wolny się.

Bo przecież kiedyś przyjdą rejsu dni,
Po wielu morzach, po oceanach złych.
Bo przecież kiedyś przyjdą rejsu piękne dni,
Na razie tylko o nich śnisz.

 

Chyba dobrze wiesz już, jaką z dróg C e a
Popłyniesz, kiedy serce rośnie Ci nadzieją, F C G
Że jeszcze są schowane gdzieś F E a D
Nieznane lądy, które życie Twe odmienią. C F G C

 

Morza i oceany grzmią C G a F G
Pieśni pożegnalny ton. C d G C
Jeszcze nie raz zobaczymy się. G a F
Czas stawić żagle i z portu wyruszyć nam w rejs. C G F G C

 

Chyba dobrze wiesz już jaką z dróg
Wśród fal i białej piany statek Twój popłynie,
A jeśli tak, spotkamy się
Na jakiejś łajbie, którą szczęście swe odkryjesz.

W kolorowych światłach keja lśni,
I główki portu sennie mruczą “Do widzenia”,
A jutro, gdy nastanie świt,
W rejs wyruszymy, by odkrywać swe marzenia.

Nim ostatni akord wybrzmi już,
Na pustej scenie nieme staną mikrofony.
Ostatni raz śpiewamy dziś
Na pożegnanie wszystkim morzem urzeczonym.

Ty nie jesteś kliprem sławnym a.G a
“Cutty Sark” czy “Betty Lou”, a.G a
W Pacyfiku portach gwarnych F.G a
Nie zahuczy w głowie rum. F.G.a.a

 

Hej “Samantha”, hej “Samantha”, F.F
Kiedy wiatr Ci gra na wantach, C.a
Gdy rysujesz wody taflę, F.d
Moje serce masz pod gaflem. a.a
Czasem ciężko prujesz wodę C.C
I twe żagle już nie nowe. a.a
Jesteś łajbą pełną wzruszeń, F.G
Jesteś łajbą… co ma duszę. a.G.a.a

 

Nie dla Ciebie są cyklony,
Hornu także nie opłyniesz,
W rejsie sławnym i szalonym,
W szancie starej nie zaginiesz.

Ale teraz wyznać pora,
Chociaż nie wiem czemu, psiakość,
Gdy Cię nie ma na jeziorach,
Na jeziorach pusto jakoś.
Gdy w wieczornej przyjdzie porze
Śpiewać zwrotki piosnki złudnej,
Gdy Cię nie ma na jeziorze,
To Mazury nie są cudne.

Czasem, kiedyś już zmęczona,
W chwili krótkiej przyjemności,
W złotych słońca stu ramionach
Ty wygrzewasz stare kości.
A gdy przyjdzie kres Twych dróg,
Nie zapłaczę na pogrzebie,
Wiem, że sprawi dobry Bóg,
Byś pływała dalej w niebie.

1. Kiedy forsy nie masz, kiedy głowa Cię boli, D
Kiedy żona hetera płynąć w rejs nie pozwoli, A
Kiedy dzieci płaczą i jest bardzo źle – D
Tańcz z nami bracie i nie przejmuj się. A D

 

I… Tańcz, tańcz, tańcz z nami i Ty, D
Tańcz z nami bracie, by wióry szły, D A
Wypij aż do dna za przygody złe, D
Tańcz z nami bracie i nie przejmuj się. A D

 

2. Kiedy wiatr ucichnie, płynąć nie ma nadziei,
Wtedy z bracią żeglarską diabeł hula na kei,
Beczki piwa z knajpy czart wytacza dwie,
A pijany żeglarz zaraz tańczyć chce.

3. Tańczą rybki w morzu i dziewuszki na plaży,
Cała knajpa tańczy z pijaniutkim żeglarzem.
Patrz – na stole tańczą białe myszki dwie,
Skaczą sobie miło i nie przejmują się.

4. Tańczy Jimmy i Johnny, i Maggie nieśmiała,
Skacze sobie wesoło kompanija nasza cała,
Słodki Kubuś z nami także skakać chce,
Lecz nóżki poplątał i na keję legł.

5. Tańczy jedna nóżka frywolna i zgrabna,
Za nią druga podskoczy wesoła i powabna,
Na koniec brzuszek wytacza się,
Tylko główka nie chce – z nią jest bardzo źle…

Kiedy niebo do morza przytula się z płaczem, C E7 a F
Liche sosny garbate do reszty wykrzywia, C g0 d G7
Brzegiem nocy wędrują bezdomni tułacze C E7 a F
I nikt nie wie, skąd idą, jaki wiatr ich przywiał. C F G7 C a

 

Do tawerny “Pod Pijaną Zgrają”, F G C a
Do tańczących, rozhukanych ścian F G C a 
I do dziewczyn, które serca za złamany grosz oddająF G C a
Nie pytając, czyś Ty kiep, czy drań. F G C

 

Kiedy wiatry noc chmurną przegonią za wodę,
Gdy pół-słońce pół nieba, pół morza rozpali,
Opuszczają wędrowcy uśpioną gospodę,
Z pierwszą bryzą znikają w pomarszczonej dali.

 

A w tawernie “Pod Pijaną Zgrają”
Spływa smutek z okopconych ścian,
A dziewczyny z półgrosików amulety układają
Na kochanie, na tęsknotę i na żal.


Kiedy chandra jesienna jak mgła Cię otoczy,
Kiedy wszystko postawisz na kartę przegraną,
Zamiast siedzieć bezczynnie i płakać, lub psioczyć
Weź węzełek na plecy, ruszaj w świat, w nieznane.

 

    • Do tawerny “Pod Pijaną Zgrają”,

 

    • Do tańczących, rozhukanych ścian

 

    • I do dziewczyn, które serca za złamany grosz oddają

 

    Nie pytając czyś Ty kiep, czy drań.

 

Kiedy statek ma po rejsie wejść do portu a E a
I wiadomo, że wpłyniecie lada dzień, d a 
Wszystko nas zachwyca, wszystko cieszy, d a
Tylko jedno z powiek spędza sen: F E

 

To Sally Brown – heroina kubryków, a
To z Sally Brown każdy z was by chętnie legł, a E
Każdy, z wyjątkiem Mechaników, d a
Bo Mechanicy Shanty tylko… ech… F E

 

To Sally Brown, raz blondyna, raz Mulatka, a
To Sally Brown swój złocisty czesze lok, a E
To na jej piersiach, udach i pośladkach d a
Każdy z was choć raz zawiesił wzrok. F E

 

Polowałam kiedyś ostro na bosmana,
Choć chłopisko tępy był jak muł,
Tyle razy wlec go chciałam do ołtarza,
Na złość zawsze ktoś mi szyki psuł.

To Sally Brown…

Jedno tylko sytuacji rozwiązanie
By spokojnie dożyć końca swoich dni –
Zawziąć się i w życie wprowadzić
Tę myśl, co jak obsesja we łbie tkwi:

Być Sally Brown, czy blondyną, czy Mulatką,
Być Sally Brown i upinać włosy w kok,
By na mych piersiach udach i pośladkach
Każdy z was choć raz zawiesił wzrok.

Być Sally Brown – heroiną kubryków,
By ze mną właśnie każdy chętnie legł,
Każdy, z wyjątkiem Mechaników,
Oni niech dalej do spółki męczą Meg.

Na wszystkich oceanach wciąż słychać bitwy gwar e D C h
Gdy pod czarną banderą ruszamy w dziki tan e a h e 
Nie straszne są nam sztormy ni rafy ostrej kształt e D C h
Nasz dom to środek walki, to morze i gęsta mgła e a h e

 

Wypijmy za tych chłopców co leżą gdzieś na dnie e D C h
Za wszystkich dzielnych braci, których zabrała śmierć e a C e
Podnieśmy w górę dzbany i do dna wysączmy je e D C h
Bóg wojny nas prowadzi do walki ruszamy wnet e a C e

 

Czy dane będzie wrócić, czy Neptun wezwie nas
Pijemy dziś w tawernie ostatni może raz
Więc nie uciekaj mała sakiewkę oddam ci
Bo w wirze wścieklej walki zbyt ciążyć będzie mi

Żegnajcie piękne panny zabawę kończyć czas
O świcie wypływamy, Kapitan woła nas
Więc nie uciekaj mała sakiewkę oddam ci
Bo w wirze wściekłej walki zbyt ciążyć będzie mi

Pociągnijmy z flaszy łyk, e G D
Wesoły wiatr powieje nam w mig. e D e D
Pociągnijmy jeszcze raz, e G D
Wesoły wiatr prowadzi nas. e D e

 

Gdy na morzu skwar i sztil, e G D
Gdy nawet mewa w powietrzu śpi, e D e D
Na martwej fali rzyga Jaś, e G D
Jeden na to sposób masz: e D e

 

Gdy znów na wachtę nie chce Ci się wstać,
W sztormiaku dziury i mokre łachy masz,
Gdy bosman ciągle kwaśną ma twarz,
Jeden na to sposób masz:

Odpłynąć chciałbyś w inny świat,
Kalosze już są, potrzebny jeszcze jacht.
Choć nie ma go, choć zima zła,
Każdy na to sposób ma:

Zabierz nas na ląd

Cztery Refy

 

Gdy rzuciłem swój wór na zamarznięty dek, a d
Był styczniowy, mroźny dzień. e a
W wachcie było nas trzech: ja, Tom i Jack – a d
Dwóch do lin, jeden na ster. e a
Dmuchnęło z North-East na George’s Bank a d
I czas zaczął szybciej biec. e a
Motor warknął raz, potem całkiem zgasł… a d
I wtedy zaczęło się. e a

 

Zabierz nas na ląd, a F
Pomóż znaleźć cichy port. e a
Tak daleko jest dom, a
Wręgi łamie sztorm. F
Zabierz nas na ląd. e a

 

Jack klął jak szewc, cisnął korbą i rzekł:
“Co do diabła z tą maszyną?
Ile zdrowia przez Ciebie straciłem, nikt nie wie.
Doprowadzisz nas do ruiny.”
Coraz mocniej dmucha, łódź steru nie słucha.
“Hej, spróbujmy jeszcze raz!”
A dryf zwiększał się i wiedziałem, że
Obraca nas burtą do fal.

Tom chwycił za topór, ciął fały i szoty,
A gdy nagle trafił w reling,
Splunął w morze i zbladł, twarz miał bledszą niż grad,
Co pokład już zaścielił.
Jeszcze raz resztką sił, do wiatru na parę chwil,
Tak niewiele brakowało.
I pamiętam, że chciałem modlić się
O więcej wody przed tą czarną skałą.

Jack z wiatrem i prądem sztormować chciał
W szalejącej otchłani.
Łódź leżała na burcie, fala zakryła nas
I czułem, że koniec z nami.
Przez kilka chwil widziałem zgniły kil
I zwoje lin w spienionej wodzie.
Nie mogłem zrobić nic i w głowie ta myśl:
“Obym się nigdy nie urodził.”

Płyną prądy, wieje wiatr, zawsze było tak,
Tylko głupiec chce z nimi się mierzyć.
Boże, pomóż tym, co w morzu dziś są
I chroń tych, co nie mogą przeżyć.

 

1. Po morzach dzisiaj włóczę się, D G
ach tibi, tibi, tibi,tibi, żyć się chce! D A
Obrałem już kurs do portu gdzie, D G
Ah tibi – słodkie dziewczę czeka mnie… D A D

 

2. Mój okręt do portu wpływa już,
Ah tibi, tibi, tibi, słychać: cumy rzuć!
Po trapie zbiegam niczym dziki lew,
Ach tibi, już do łóżka dziewczę ciągnie mnie..

3. Ma luba tuli i głaska mnie,
Ach tibi, tibi, tibi – nie powiem gdzie…
Przyjemność ta twa już noce dwie,
Ach tibi, znów na morze wracać chcę!

4. Mój okręt znowu fale tnie,
Ach tibi, tibi, tibi, znowu żyć się chce.
Gdy do portu zawinąć zdarzy się
Ach tibi, do dziewczyny pobiegnę swej.

5. Znów będziemy skakać jak baranki dwa,
Ach tibi, tibi, tibi, do białego dnia.
Moja luba tulić głaskać będzie mnie
Ach tibi, wstyd się przyznać – jak i gdzie…

6. Gdy słońce rano obudzi mnie,
Ach tibi, tibi, tibi zrozumiem, że,
Zrozumiem, że to był tylko sen,
Ach, tibi, szare życie zacznie się…

7. Po ciężkim dniu pracy w koi legnę swej,
Ach tibi, tibi, tibi, morze uśpi mnie.
We śnie przyjdzie do mnie dziewczę me,
Ach tibi nic nie powiem – tylko zasnąć chcę….

Nasza strona używa ciasteczek, lubimy ciasteczka :) Akceptuję Czytaj więcej